Poranne słońce leniwie oświetla twarz…to znak że pora już wstać. Wybiła 8 rano. Chyba nie mamy dziś do przebycia zniewalająco długiej trasy, więc mogę pospać jeszcze przez chwilę. Ooo już 9 . Otwieram jedno oko i wsłuchuję się się w odgłosy dnia. Z kuchni dobiegają wesołe rozmowy Anki i Maćka, pewnie szykują już jakieś śniadanko. W oddali słychać śpiew ptaków. Rozłożona na koi wspominam wczorajszą wieczorną imprezę w irlandzkiej kafejce, gdy nagle otwierają się z łoskotem drzwi, Anka krzyczy że śniadanie gotowe, ok. już wstaję.
Pyszne śniadanie, szybki prysznic i już jesteśmy na pokładzie gotowi do drogi. I znowu na szlaku. Wciąż nie mogę ochłonąć i nacieszyć się widokiem dzikiej irlandzkiej przyrody. Wszędzie jest tak zielono, a woda w rzece - przejrzyście czysta. Jest świetna pogoda, dlatego Gośka i Monika już wskoczyły w stroje i opalają się na dziobie. Ehh może zatrzymamy się na chwilę żeby popływać, a chłopaki będą mogli zagrać w tym czasie w golfa, bo przecież jezioro Ree słynie ze swoich pól golfowych. Wczoraj zaplanowaliśmy też wyprawę rowerami wokół okolicznych miasteczek. Do wyboru mamy Althone ze starym zamkiem albo najstarszy w Irlandii klasztor w Clonmacnoise. Możliwości jest tak wiele że chyba musimy losować. Wygrały rowery, więc pakujemy się i wyruszamy na podbój lądu. A wieczorem znowu wylądujemy pewnie w jednym z tych klimatycznych pubów, może tym razem uda się nam w końcu zatańczyć irlandzkie tańce…
|